28/08/2026, 19:52

Zwycięskie sztandary

Zwycięskie sztandary
Minęła kolejna rocznica zwycięskiej Bitwy Warszawskiej, która 15 Sierpnia 1920 roku zatrzymała bolszewicką ofensywę na Wiśle i rozpoczęła kontratak znad Wieprza. Oczywiście Bitwa Warszawska nie doprowadziła bezpośrednio do klęski bolszewików, którzy wówczas rozpoczęli odwrót, jednak jeszcze w sposób uporządkowany.
Znaczenie tej bitwy ma zatem charakter tak militarny, jak i symboliczny: Polacy nie tylko zatrzymali sowiecką ofensywę i przełamali front, ale przeszli do kontrataku. Rzeczywiste zwycięstwo, które zmiażdżyło Armię Czerwoną to Bitwa Nadniemieńska, rozegrana w dniach 20 – 26 września 1920 roku. Autorem planu tej bitwy był Marszałek Józef Piłsudski; strategia Marszałka polegała na głębokim manewrze oskrzydlającym, który doprowadził do całkowitego rozbicia wojsk bolszewickich – Armia Czerwona w tej części świata przestała de facto istnieć. Do niewoli wzięto tysiące jeńców, zdobyto bez mała całą sowiecką broń. Od tego momentu Wojsko Polskie już tylko ścigało rozbitych „krasnoarmiejców”, a droga do Moskwy stała otworem.
Na zwycięstwo roku 1920 złożyło się zarówno wielkie poświęcenie żołnierza polskiego, jak i geniusz Marszałka Józefa Piłsudskiego oraz talent strategiczny szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. Tadeusza Rozwadowskiego. O losach tej wojny zaś rozstrzygnęły trzy wielkie bitwy: Warszawska, która zatrzymała bolszewicką ofensywę i pozwoliła wojskom polskim przejść do ataku, następnie wielka bitwa kawaleryjska pod Komarowem, której finał rozgrany został 31 sierpnia 1920 roku. Była to największa bitwa kawaleryjska w XX wieku, a zarazem ostatnia wielka bitwa konnicy w historii światowej wojskowości. Zwycięstwo w tej bitwie polskiej kawalerii, którą dowodził generał Juliusz Rómmel, doprowadziło do likwidacji jednej z najbardziej niebezpiecznych i bandyckich formacji bolszewickich, jaką była armia konna Siemiona Budionnego. Ostatnią bitwą – przesądzającą o absolutnym zwycięstwie Wojska Polskiego nad bolszewicką Armią Czerwoną – była Bitwa Nadniemeńska.
Czy to wielkie zwycięstwo został właściwie wykorzystane? Z pewnością nie tylko nie zostało wykorzystane, ale haniebnie zaprzepaszczone. Podpisany 18 marca 1921 roku w Rydze traktat pokojowy pomiędzy Rzecząpospolitą Polską a Rosją Sowiecką do dzisiaj jest nazywany w historiografii „zdradą ryską”: Polska pozostawiła po stronie sowieckiej ziemie, które były częścią zaboru rosyjskiego z lat 1772 – 1795, a po sowieckiej stronie pozostawało miliony (sic!) Polaków oraz innych narodowości dawnej Rzeczypospolitej; przekreślono całkowicie federacyjną koncepcję Józefa Piłsudskiego oraz zdradzono sojusz ze stroną ukraińską Semena Petlury. Po sowieckiej stronie zostało setki tysięcy pomników polskiej architektury, jak dwory i dworki, chaty i zaścianki oraz skarby polskiej kultury i polskiej cywilizacji - wszystko to sowiecka barbaria zrabowała i zburzyła w następnych latach do gołej ziemi. W wyniku „ryskiej zdrady” Wojsko Polskie wycofało się ze zdobytych terenów o 150 kilometrów na zachód! Wycofało się z terytoriów, które leżały w granicach Rzeczypospolitej przed rokiem 1772, a do zawarcia rozejmu codziennie za każdy metr tej ziemi, wydzieranej bolszewickiej dziczy, krwią płacił żołnierz polski. Któż tak łatwo szafował polską krwią, kto zachowywał się w czasie ryskich negocjacji pokojowych tak, jak gdyby Polska tę wojnę przegrała, a nie wygrała? Notabene Lenina i Trockiego tymi właśnie słowami informował o swoim zdumieniu wobec stanowiska Polaków przewodniczący delegacji bolszewickiej Adolf Joffe. To dwóch endeckich arcyzdrajców: Stanisław Grabski oraz Jan Dąbski et consortes. Po oddaniu Sowietom Mińszczyzny z Mińskiem Litewskim na czele – dzisiaj stolicą Białorusi – tenże Stanisław Grabski wyrzekł znamienne słowa: „- Wyciąłem miński wrzód”. Wraz z tym „zabiegiem” skazał na śmierć z sowieckiej ręki miliony Polaków, pozostawionych po rosyjskiej stronie. Warto zapamiętać to nazwisko, jak i innych autorów „zdrady ryskiej”, która stała się m.in. zaczynem roku 1939 i jego następstw, które odczuwamy do dzisiaj.
Wojna 1920 roku miała jeszcze inny aspekt – nie tylko ideowy, ale z czasem wręcz symboliczny. Otóż Wojsko Polskie w tej wojnie na pokonywanych jednostkach bolszewickich zdobywało sztandary – od zarania wojskowości symbol honoru wojska, przez każdą ze stron broniony nawet za cenę życia. W wojnie z Rosją bolszewicką zdobyliśmy na wrogu 52 sztandary Armii Czerwonej. Pięćdziesiąt dwa sztandary. Wojsko Polskie w latach dwudziestych przekazało te zdobyczne sztandary do Muzeum Wojska Polskiego jako dowód bohaterstwa i poświęcenia żołnierza polskiego w walce o niepodległość Ojczyzny. Sporządzono – na szczęście! – dokładne opisy tych zdobycznych bolszewickich sztandarów oraz wykonano ich barwną dokumentację fotograficzną i rysunkową.
Pod koniec lat trzydziestych, w nowym gmachu muzeum przy Alei 3 Maja w Warszawie eksponowano te sztandary, jak i inne trofea z wojny polsko – bolszewickiej w „Sali Honorowej 1920 Roku”.
Zdobyte na bolszewikach sztandary szczęśliwie przetrwały wojnę, niemieckie zniszczenia i grabieże. Nie przetrwały jednak komunistycznych bandytów w PRL. W roku 1950 na żądanie wszechwładnego wówczas Zarządu Politycznego Ludowego Wojska Polskiego i jego szefa – Rosjanina – pułkownika Michaiła Stankiewicza zostały zrabowane z Muzeum Wojska Polskiego, a następnie wysłane wprost do Moskwy. Rosjanie zawiesili je w swoim Muzeum Sił Zbrojnych, gdzie pozostają do dzisiaj wraz z opisem, jakoby Armia Czerwona była niezwyciężona! Brzmi jak kiepski żart, lecz to nie jest dowcip. Moskale zawsze próbowali ukrywać swe klęski, zakłamując historię i tworząc jej wersję alternatywną. Przecież podobnie z klęską roku 1610 pod Kłuszynem i „Hołdem Ruskim”, jaki w roku 1611 car moskiewski Wasyl IV Szujski złożył przed królem Zygmuntem III Wazą na Zamku Królewskim w Warszawie.
Zdobyte przez Wojsko Polskie sztandary spokojnie sobie wiszą w Moskwie, jakby nigdy nie były wywalczone przez Polaków. Rosjanie przy pomocy swojej agentury ukradli je Polsce i udają, że ich nigdy nie utracili. Co ciekawe, w roku 1950 pracownicy Muzeum Wojska Polskiego, ryzykując zapewne nawet życie, ukryli przed komunistycznymi rabusiami jeden sztandar: sztandar 101 Pułku Strzeleckiego, zdobyty na bolszewikach w 1920 roku przez marynarzy Flotylli Pińskiej. Udało się także uratować rosyjską lancę, na której był zawieszony jeden z bolszewickich sztandarów kawaleryjskich oraz głowicę i drzewce innego sztandaru. W roku 2020 – w setną rocznicę zwycięstwa nad bolszewikami – na podstawie zachowanej dokumentacji Muzeum Wojska Polskiego zleciło wykonanie replik dwudziestu z pięćdziesięciu dwóch zrabowanych rosyjskich sztandarów.
Zdobyte przez Wojsko Polskie na bolszewickim agresorze sztandary pozostają formalnie własnością Państwa Polskiego. Polska musi się o nie upomnieć – jak zresztą o wszystkie zrabowane i nie oddane Polsce od roku 1772 po lata PRL-u skarby i pamiątki naszej kultury – i informować światową opinię publiczną, iż to, czym Rosjanie się chwalą jako swoją własnością i dorobkiem, ukradli Polsce i mają obowiązek zwrócić.
Dotyczy to zresztą nie tylko Moskali.
 
 
Wojciech J. Poczachowski

Go to top