26/10/2026, 15:03
Precz z targowicą!
Od lat mniej więcej osiemdziesiątych walczący na różne sposoby z opresyjnym ustrojem komunistycznym Polacy wznosili podczas manifestacji i protestów okrzyk: „PRECZ Z KOMUNĄ!”.
Pojęcie „komuna” utożsamiało zarówno sowiecką dominację w naszej Ojczyźnie, jak też komunistów, sprawujących w imieniu Sowietów namiestniczą władzę.
Minęły lata, Polska zrzuciła jarzmo komunizmu i weszła na drogę wolności, żmudnie z roku na rok odzyskując swą niepodległość. Proces ten jednak wydaje się na tyle żółwim tempem realizowany, iż w owym dziele odzyskiwania niepodległości zdajemy się być niewiele dalej, jak w początkach lat dziewięćdziesiątych. Jakże to tak? Komuny nie ma, bo ustrój mamy liberalno-kapitalistyczny, komunistów nie ma, bo przefarbowali się na liberałów, kapitalistów i miłośników europejskiego błękitu - a do niepodległości wciąż tak samo odległa droga. Przypadek? A może znowu jacyś tajemniczy „działacze” tudzież „politycy” - tym razem z pewnością nie jacyś „komuniści”, bo gros z nich to ludzie urodzeni już po roku 1989 - świadomie i bezwzględnie utrudniają naszemu krajowi uzyskanie pełnej niepodległości? Uściślijmy, co to znaczy pełna niepodległość Rzeczypospolitej; otóż należy ją rozumieć jako podmiotowość polityczną na arenie międzynarodowej oraz absolutną niezależność w obszarze politycznym, gospodarczym i militarnym. Czy dysponujemy tak rozumianą niepodległością? Z pewnością nie! Pamiętamy wszak o różnych „komisjach weneckich”, „komisarzach brukselskich”, „sądach europejskich” i „kamieniach milowych”, które próbują narzucać Rzeczypospolitej swoją wolę i swoje decyzje – na ogół z dobrym dla siebie skutkiem, oraz twierdzić, jakoby Konstytucja Rzeczypospolitej była podległa jakimś obcym rozwiązaniom prawnym spoza naszej Ojczyzny. A zatem czy zasadnym jest wciąż kurczowe trzymanie się zawołania: „Precz z komuną”, skoro na drodze do pełnej niepodległości stoją dzisiaj już zupełnie inne siły, inni ludzie, inni wrogowie Rzeczypospolitej - w tym wrogowie wewnętrzni? Z pewnością NIE! Jak więc definiować tych - a jest ich wszak legion - którzy już często bez zbędnych ceregieli kwestionują niepodległy byt naszego Państwa, a są to - przynajmniej formalnie - Polacy. Pozostańmy zatem przy tym swego rodzaju skrócie myślowym, jednak niech będzie on adekwatny do naszej współczesnej rzeczywistości: „PRECZ Z TARGOWICĄ!”
Przed bez mała trzema wiekami, czyli w początkach wieku XVIII, Rzeczpospolita po ponad dwustu latach potęgi i statusu imperium europejskiego, weszła w etap walki o utrzymanie niepodległości, a następnie walki o jej odzyskanie. Niebezpieczeństwo, jakie zawisło wówczas nad Rzecząpospolitą nazwano „spiskiem trzech czarnych orłów” – czyli naszych sąsiadów, pieczętujących się takimi właśnie godłami. Zaczęło się od Odsieczy Wiedeńskiej i trzy lata później haniebnego tzw. pokoju Grzymułtowskiego. Austria, uratowana przez Rzeczpospolitą w roku 1683 przed niechybną zgubą ze strony Imperium Ottomańskiego, szybko dołączyła do dwójki odwiecznych wrogów Polski: Moskwy i Prus. Moskwa uzyskawszy status mocarstwa przez włączenie jej do Ligi Świętej – za zgodą Rzeczypospolitej! – i de facto podporządkowania jej naszych interesów we wspomnianym pokoju zdrajcy Grzymułtowskiego, mogła teraz skupić się na długofalowym budowaniu antypolskiego przymierza z Prusami i Austrią. Wraz z postanowieniami oraz formą obradowania w roku 1717 tzw. Sejmu Niemego rozpoczęła się po raz pierwszy od czasów rozbicia dzielnicowego walka o utrzymanie suwerenności naszego Państwa. Zrodziła się wtedy jakaś szczególna cosinusoida naprzemiennej walki o utrzymanie suwerenności, potem o jej odzyskanie, potem znowu i tak na przemian trwa to do dziś. Rzekłbyś: błędne koło! Próbowano różnie ten stan naprzemiennego tracenia i odzyskiwania suwerenności tłumaczyć, tej szczególnej karuzeli walki; a to niefortunnym położeniem geograficznym, a to niedobrymi sąsiadami, a to samobójczymi wręcz cechami zarówno samych Polaków, jak też narodów przez wieki budujących wraz z nami wspólne Państwo i stanowiących z nami wielonarodową Rzeczpospolitą. Adam Mickiewicz próbował nawet objaśniać ten stan rzeczy szczególną troską o nas Pana Boga, mającego precyzyjne plany wobec Polski i Polaków jako Zbawcy i Chrystusa Narodów. Byliśmy zatem już Mesjaszem narodów, by szybko przeistoczyć się w tychże narodów pawia i papugę – to już Juliusz Słowacki. Byliśmy Winkelriedem narodów, byliśmy narodów pośmiewiskiem, byliśmy też owych narodów natchnieniem, by potem wpaść w otchłań niebytu i zapomnienia. Co ciekawe, to nie obcy tak nas postrzegali, ale my sami siebie - w każdym razie tak nam próbowano wmówić, że tacy jesteśmy i sami o sobie mamy tak myśleć. Obce dwory nie szczędziły i nie szczędzą grosza, aby miejscowe „autorytety” ugruntowywały w Polakach głębokie jak Rów Mariański kompleksy i poczucie skrajnego niedowartościowania. Dzięki temu tylko w naszym kraju banda wynajętych łobuzów może rzucać w twarz Polakom: „Cały świat się z nas śmieje!” albo „Zagranicą wstydzę się mówić po polsku!”. Fakt, to wyjątkowe brednie, ale zakompleksionemu Polakowi trafiają w samo serce.
A jaki jest stan faktyczny? Co w nas samych, w Polakach, stanowi boską cząstkę kreacji cywilizacyjnej, co zaś pcha w iście piekielną destrukcję?
Otóż istnieje jeden podstawowy powód, dla którego tak łatwo tracimy wolność w krwawym trudzie odzyskaną. Rzadko jesteśmy go świadomi, a jeśli już, to mówimy o nim półgębkiem i raczej z kpiną i ironią, wyśmiewając tzw. teorię spiskową dziejów. Fakt, temat to wstydliwy i zdumiewająco zawsze i wciąż aktualny. O czym mowa? Otóż o niespotykanym wśród innych narodów na taką skalę zjawisku zdrady narodowej, noszące w naszej historii konkretną nazwę: TARGOWICA!
Czymże jest owa targowica, której nazwę wymawiać tak bardzo się boimy, że nawet w ewidentnej sytuacji, gdy ktoś działa przeciwko naszemu państwu na rzecz państwa obcego, obawiamy się nazwać go targowiczaninem, bądź formację - targowicą. Skąd tak wielki lęk kulturowy przed użyciem prostego słowa wobec ludzi i ugrupowań politycznych, działających ewidentnie w obcym interesie przeciwko polskiej racji stanu?
Zajrzyjmy do źródeł:
„Konfederacja targowicka – spisek przeciwko Rzeczypospolitej, zawiązany formalnie w nocy z 18 na 19 maja 1792 w Targowicy, a w rzeczywistości 27 kwietnia 1792 w Petersburgu na życzenie i pod patronatem carycy Rosji Katarzyny II, skierowany przeciwko reformom Sejmu Czteroletniego i Konstytucji 3 Maja, uznany za symbol zdrady narodowej.”
Po uchwaleniu przez Sejm Czteroletni w dniu 3 maja 1791 roku pierwszej w Europie i drugiej w świecie konstytucji, część wpływowych polityków Rzeczypospolitej znad Wisły, Niemna i Dniepru nie zamierzała poddać się prawom ustanowionym przez tę konstytucję i udała się prosto na dwór Katarzyny II w Petersburgu, aby błagać o wojskową interwencję wojsk moskiewskich przeciw własnemu krajowi. W dniu 27 kwietnia 1792 roku w Petersburgu pod patronatem carycy Katarzyny II spisek ów zawiązano, opierając jego cele na nadanej Moskwie jeszcze w roku 1686 i w roku 1768 przez ówczesnych zdrajców roli gwaranta ustroju i praw Rzeczypospolitej. Sam tekst aktu konfederacji zredagował rosyjski generał Wasilij Popow, szef kancelarii księcia Grigorija Potiomkina. W targowickim spisku wzięli udział najbardziej wpływowi politycy naszego Państwa, dążący do jego podziału na samodzielne prowincje; zwrócili się w tym celu o pomoc wojskową do Rosji i 18 maja 1792 na Rzeczpospolitą uderzyła stutysięczna armia rosyjska, rozpoczynając wojnę polsko-rosyjską.
Jednak samo pojęcie „targowica” z pewnością nie będzie w pełni czytelne i zrozumiałe, jeśli nie przywołamy innego, bliźniaczego dla określenia polskiej zdrady narodowej słowa, które z pojęciem „targowica” występuje w sposób absolutnie łączny, a jest także z wolna wypierane z naszej społecznej pamięci – tym słowem jest: JURGIELT. Cóż to jest, ów obcobrzmiący „jurgielt”? Idźmy za encyklopedyczną definicją:
„Jurgielt (niem. Jahrgeld) – pensja roczna, od XVIII wieku termin o znaczeniu pejoratywnym, głównie dotyczący kwot wypłacanych przez obce rządy tzw. jurgieltnikom za popieranie ich interesów w Polsce. Jurgielt to zinstytucjonalizowana forma korupcji urzędników I Rzeczypospolitej przez mocarstwa ościenne pod koniec XVIII wieku poprzez wprowadzenie stałej pensji rocznej. Jak ujawniły dokumenty ambasady rosyjskiej, zdobyte przez Polaków w czasie Insurekcji Warszawskiej w roku 1794, najbliższe otoczenie króla Stanisława Augusta Poniatowskiego pobierało stałą pensję od ambasadora rosyjskiego. Ten materiał dowodowy doprowadził do skazania na karę śmierci przywódców konfederacji targowickiej. Ukrytą formą oferowania korzyści majątkowych w zamian za służbę mogła być groźba carycy Katarzyny II, która w czasie wojny polsko-rosyjskiej w roku 1792 zagroziła Stanisławowi Augustowi, że jeżeli ten nie zaprzestanie walki, to ona nie spłaci wielomilionowych długów osobistych króla. Król Polski wkrótce przystąpił do targowicy.”
Tyle. Aż tyle. Warto pamiętać, iż rewers Krzyża Virtuti Militari zdobi jedynie ta właśnie data: 1792. To data wojny polsko - rosyjskiej, w której Polska osiągała przewagę nad moskiewskim wrogiem, szczególnie wyraźnie w bitwie pod Zieleńcami, na cześć bohaterów której ustanowiono najpierw medal, a potem krzyż Virtuti Militari. Świadomi prawdopodobnej klęski Moskale użyli swoich agentów - w tym króla (sic!) - do przerwania wojny. Nie trzeba wielkiej wyobraźni aby domyślić się, jak wielki wpływ na upadek morale polskiego żołnierza miała haniebna decyzja króla, a jednocześnie jakie to miało konsekwencje militarne i polityczne. Rozkaz, wydany przez diabelską carycę polskiemu królowi - zdrajcy stanowił faktyczny początek likwidacji Rzeczypospolitej.
Pojawia się zatem pytanie, jaki związek mają te dość odległe w czasie wydarzenia z Rzecząpospolitą Anno Domini 2026? Ano związek ten można określić jako ścisły, gdyż zjawisko zdrady narodowej, zapoczątkowane w Polsce u schyłku wieku XVIII, rozwinęło się przez kolejne dziesięciolecia i stulecia, często zmieniając formę, lecz zawsze zachowując tę samą treść - czyli zaprzedanie własnego kraju obcym za ów jurgielt, który z czasem także przybierał różne formy i treści. Wszak po roku 1795 pojawił się rok 1815, potem 1830/31, potem lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte tegoż wieku XIX, a w końcu wiek XX i lata Wielkiej Wojny, potem wielkie zwycięstwo w wojnie z bolszewicką Rosją i jego zaprzepaszczenie w Rydze w 1921, a potem rok 1939 i zdrada tzw. Testamentu Marszałka Józefa Piłsudskiego, rok 1944/1945 i zdrada oraz zaprzaństwo wobec Sowietów oraz Jałty, a wreszcie rok 1989 i zdrada tzw. okrągłego stołu. A zatem? Wszelkie klęski, jakie Rzeczpospolita ponosiła zarówno w polu, jak i przy negocjacyjnym stole w kluczowym momencie nie mogłyby zaistnieć, gdyby nie aktualni targowiczanie, sprzedający własną ojczyznę za jurgielt obcych dworów. Niestety, czasy nam współczesne sprzyjają dzisiejszym targowiczanom jak rzadko w naszej historii i ów obóz zdrady narodowej ma się dzisiaj, u progu lat trzydziestych XXI wieku, całkiem dobrze. Wystarczy przecież figury, występujące np. przed dwoma i pół wiekiem zastąpić ich odpowiednikami Polski Anno Domini 2026.
Chyba najtrafniejszym porównaniem naszej Ojczyzny i przyczyn jej cyklicznych od ponad dwóch stuleci upadków jest odniesienie do losów… starożytnej Troi. Jak wiemy ze wspaniałego eposu Homera, przez dziesięć lat oblegający to miasto-państwo Grecy nie potrafili go zdobyć i trzeba było podstępu Odysa, aby tego dokonać. Na czym podstęp polegał? Na wprowadzeniu w obręb miasta przez samych Trojan zdobycznego konia, w którego wnętrzu ukryta załoga grecka w nocy zaatakowała miasto od środka i otworzyła greckim wojskom wrota miasta. Troja przestała istnieć. Zatem Troję można było zdobyć jedynie podstępem, jedynie od środka. Czy nie inaczej jest z Rzecząpospolitą? Naprawdę silnym państwem, które, aby zgubić, nasi wrogowie u schyłku wieku XVIII musieli się przeciwko niemu zjednoczyć w trzy absolutystyczne kraje, kupując jeszcze do pomocy sporą grupę polskich zdrajców. Ten sam scenariusz powtórzy się w roku 1939: Rosja Sowiecka, Prusy – III Rzesza Niemiecka oraz Austria, od roku 1938 stanowiąca prowincję tejże III Rzeszy.
Przyjrzyjmy się teraz trzem faktom:
- W roku 1683 Rzeczpospolita w sławnej odsieczy ratuje Austrię od podzielenia wcześniejszego losu Węgier, czyli podboju przez Turcję. Z politycznego punktu widzenia nasz kraj nie zyskuje nic, a zadanie armii tureckiej przez Wojska Rzeczypospolitej w bitwie pod Parkanami totalnej klęski burzy układ sił w Europie. W wyniku prowadzonej po raz pierwszy od stuleci przez Rzeczpospolitą polityki tylko szabli, a nie stołu negocjacyjnego 89 lat później w roku 1772 Austria wspólnie z Rosją i Prusami napada na Polskę i bierze udział w pierwszym rozbiorze. I Austria, i Prusy, i Rosja są wciąż za słabi, aby w pojedynkę uderzyć na Rzeczpospolitą, zatem dokonują napaści wspólnie i w porozumieniu. Rok 1795, czyli likwidacja Rzeczypospolitej i wymazanie jej z mapy Europy to już tylko prosta konsekwencja powyższego faktu.
- W kwietniu roku 1939 Polska zrywa z polityką neutralności wobec III Rzeszy Niemieckiej, prowadzonej skutecznie przez Marszałka Józefa Piłsudskiego i zawiera z Wielką Brytanią w kwietniu i Francją w maju umowy dwustronne, które zobowiązują strony do wzajemnej pomocy militarnej w razie niemieckiej agresji. Te dwie umowy zmieniają plany Hitlera i w efekcie zamiast na Francję i Wielką Brytanię, agresja Niemiec skierowana zostaje na Polskę - zaiste Winkelried! Pomimo wypowiedzenia w dniu 3 września wojny Niemcom przez Wielką Brytanię i Francję, nie dochodzi do żadnych walk i już 12 września 1939 roku we francuskiej miejscowości Abbeville Wielka Brytania i Francja ustalają, iż walczącej Polsce nie zostanie udzielona ŻADNA pomoc! Stalin dostaje carte blanche do agresji i Rosja Sowiecka napada na Rzeczpospolitą 17 września. Sześć lat najbardziej barbarzyńskiej wojny w naszych dziejach kończy się polityczną klęską na konferencji w Jałcie, zwanej w naszej historii „jałtańską zdradą”, gdzie decyzją Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych zostaje wydarta Rzeczypospolitej połowa terytorium, a sam kraj pozbawiony suwerenności i oddany we władanie Związku Sowieckiego na pastwę jeszcze większego niż Hitler ludobójcy - Stalina.
- W roku 1989 w wyniku decyzji, podjętych na Kremlu i realizowanych przez sowieckich namiestników w podbitej Polsce: Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka, dochodzi do obrad tzw. „okrągłego stołu”, podczas których sprawujący w Polsce namiestniczą władzę komuniści spotykają się ze wskazanymi przez siebie najbardziej koniunkturalnymi przedstawicielami opozycji solidarnościowej, aby „podzielić się” władzą. W wyniku tego „podziału” prezydentem zostaje komunistyczny zbrodniarz Wojciech Jaruzelski, zaś na stanowisko premiera z misją utworzenia rządu desygnowany zostaje jego najbliższy współpracownik o tej samej zbrodniczej proweniencji - Czesław Kiszczak. Wobec niepowodzenia misji Kiszczaka, zastępuje go na stanowisku premiera stalinista i kunktator Tadeusz Mazowiecki. Ten stan rzeczy wystarczył, aby komunistyczna „elita” uwłaszczyła się na majątku państwowym, stając się nową klasą posiadaczy, zaś komunistyczne służby specjalne ugruntowały swą pozycję i stały się zakulisowym spirytus movens wszelkich działań, wymierzonych w budowę silnej gospodarczo i podmiotowej politycznie Rzeczypospolitej. Przystąpienie Polski do wzorowanej de facto na rozwiązaniach byłego Związku Sowieckiego Unii Europejskiej – do czego parli ze szczególną zawziętością postpeerelowscy komuniści – utrąciło ostatecznie fundamenty niepodległości Polski, czego najlepszą egzemplifikacją jest fakt, iż w Polsce – jako jedynym kraju byłego obozu komunistycznego – nie przeprowadzono nigdy lustracji i dekomunizacji, co zaskutkowało straszliwymi i najboleśniej widocznymi dzisiaj dla Rzeczypospolitej skutkami.
Co łączy te trzy historyczne wydarzenia? Otóż łączy je udział wpływowych polityków polskich w działaniach na rzecz innych państw. Czy to w wieku XVIII, XIX, XX czy już w XXI, prawie zawsze za wspomniany jurgielt, który współcześnie niekoniecznie oznacza roczną pensję, wypłacaną potajemnie w obcej ambasadzie. Dzisiaj to obce ordery i płynące z nich korzyści, to stanowiska w obcych państwach bądź w tzw. międzynarodowych strukturach o niewiarygodnie wysokich apanażach. I wciąż ten sam schemat działania: ci, którzy powinni być ukarani i pozbawieni jakiegokolwiek wpływu na losy kraju zostają faktycznymi beneficjentami odzyskiwanej z wolna suwerenności. Trudno także nie wspomnieć, iż czasami mamy jednak do czynienia ze zjawiskiem tzw. „pożytecznych idiotów”, działających wbrew interesom własnego państwa, a w interesie państw obcych – na ogół bez faktu tego świadomości, co spowodowane jest najczęściej ewidentną dysfunkcją umysłową.
Wydaje się naturalnym pytanie, dlaczego zdrada państwa i narodu akurat w naszym kraju występuje tak często, zaś w innych zjawisko to jest bądź marginalne, bądź po prostu nie występuje. Czy ludzie tam uczciwsi, a politycy idealni? Oczywiście, że nie. Czy tam jurgielt by nie działał? Oczywiście, że działałby. Istnieje jednak zasadnicza różnica: w innych krajach polityczna zdrada podlega najsurowszej karze, zostaje napiętnowana, zaś w społeczeństwie poddana jest absolutnemu ostracyzmowi. Dokładnie odwrotnie niż w Rzeczypospolitej. W Polsce dodatkowo istnieje jeszcze jeden wyjątkowo groźny czynnik, który w poważnych, silnych krajach nie mógłby mieć miejsca: otóż polskie prawo dopuszcza, aby w naszym kraju mogły działać obce media, w stu procentach należące do obcego kapitału i realizujące w związku z tym obce racje stanu. I dotychczas nie znalazł się żaden rząd, który przerwałby działalność tej jawnej obcej agentury, działającej wg szymla polskojęzycznych niemieckich i sowieckich gazet i ulicznych radiofonii – tzw. gadzinówek i szczekaczek – w czasie II wojny światowej na okupowanych terytoriach Rzeczypospolitej. Funkcjonowanie tych „mediów” obliczone jest na osiągnięcie tego samego celu: przekonanie Polaków za pomocą prymitywnej, ale skutecznej propagandy do wrogich racji i zrelatywizowanie najświętszych dla naszej wolności, tożsamości i niepodległości idei. A skoro jest przyzwolenie władz, to jest i zapotrzebowanie, a skoro tak, to i jest przyzwolenie społeczne, gdyż jeśli coś nie jest piętnowane de iure i de facto, to znaczy w odbiorze społecznym, że wszystko jest lege artis. Zbrodnia i przestępstwo nie karane zachęcają tylko do naśladowania; Rzym tak długo był potęgą i ostoją cywilizacji, jak długo stosował zasadę: dura lex, sed lex! - twarde prawo, ale prawo! Pobłażanie zdrajcom i sprzedawczykom skutkuje utratą wolności i krwią pokoleń, walczących o jej odzyskanie.
Precz z targowicą!
Wojciech J. Poczachowski.





